sobota, 6 grudnia 2008

List do świętego Mikołaja.

Kochany święty Mikołaju,
w pierwszych słowach naszego listu chcielibyśmy bardzo podziękować Ci za zeszłoroczne prezenty, bo jeszcze jakoś nie było okazji! Dziękujemy!
Następnie chcemy Ci przekazać, że nie ma nas dzisiaj w Krakowie, ale nie martw się, prezenty spokojnie możesz zostawić u naszych rodzin, raczej im ufamy! Możesz też zostawić naszym znajomym jak ich przypadkiem spotkasz, zupełnie nie ma problemu.
I nic się nie martw Drogi święty Mikołaju, wcale a wcale nie smucimy się, że do nas tu w Wilnie nie przyjdziesz (bagaży i tak mamy dużo, ciężko będzie unieść, także wielkiej masy prezentów już byśmy nie pomieścili!).

czwartek, 4 grudnia 2008

Uniwersytet Wileński w Wilnie.


Zapraszamy Państwa na wycieczkę po uniwersytecie, miejscu gdzie uczymy się, poznajemy nowych ludzi i kulturę, czytamy książki, słuchamy wykładów. Przed nami uczyli się tu mężowie tej miary co Joachim Lelewel, Jakub Wujek, Piotr Skarga, Jan i Jędrzej Śniadeccy, no i oczywiście wieszczowie: Adam Mickiewicz i Juliusz Słowacki. Przed rozbiorami językami wykładowymi była: łacina, polski i litewski, w trakcie rozbiorów - wiadomo - wyłącznie rosyjski, po rozbiorach wyłącznie polski, a obecnie litewski i kilkanaście innych.
Poniżej zdjęcie korytarza prowadzącego na katedrę slawistyki (szczerze mówiąc bardziej pasowała by nazwa rusycystyki ze skromnymi dodatkami polonistyki).

Skupmy się teraz na samym budynku. Jak wszystko w Wilnie, Uniwersytet jest barokowy, w związku z czym wygląda pięknie z lotu ptaka, ale z perspektywy żaka... istny labirynt.

Naszą wycieczkę zakończymy przy uniwersyteckich kościele św. Jana, z zachwycającym, pofalowanym ołtarzem. W XIX stuleciu w tym właśnie kościele organistą był słynny polski kompozytor, ojciec opery narodowej, może ktoś z Państwa już wie o kim mowa? ... Tak właśnie, Stanisław Moniuszko. Po prawej widzimy dzwonnicę, najwyższy budynek starej części miasta. Dziś już jej nie zwiedzimy, wejście tylko do 11.00.



poniedziałek, 1 grudnia 2008

Tallin.

Z Rygi pojechaliśmy do Tallina, bo to już nie tak całkiem daleko. No i opłacało się! Tallin jest jeszcze mniejszy od Rygi, jednak nie mniej urokliwy.


W Tallinie można podziwiać:

- bardzo ładną starówkę, otoczoną kolorowymi kamieniczkami
- średniowieczny rynek z kramami i kramarzami
- kupieckie domki z dźwigniami pod dachem służącymi do wciągania towarów
- pozostałości murów obronnych z dwiema głównymi basztami : Grubą Małgorzatą i Długim Hermanem
-park, który Piotr I zasadził dla Katarzyny II
- port, statki i morze
- i pana, który wytapia ze szkła cuda na kiju.





Oficjalnie w Tallinie żyje 48% Estończyków i 47% Rosjan, czyli wychodzi na to, że prawie pół na pół. Taj jednak nie jest, gdyż wielu z tych oficjalnych Estończyków jest po prostu Rosjanami z estońskim obywatelstwem. Niektórzy z nich nie znają często nawet estońskiego (tak było np. w przypadku Siergieja i Jeleny, u których nocowaliśmy, z tymże dla ścisłości Jelena znała estoński a Siergiej nie).


Acha! W Estonii jest pewien problem z polskimi kartami kredytowi. Problem ten polega na tym, że polskie karty kredytowe po prostu w Estonii nie działają.

niedziela, 30 listopada 2008

Ryga.


Ryga jest malutka, tak jak malutka jest Łotwa (w całym kraju żyje ponad 2 mln mieszkańców, w samej Rydze 700 tys; na ulicach słychać przede wszystkim język rosyjski). Jest za to bardzo zadbana i wygląda "po europejsku", także miło się ją zwiedza! Na każdym kroku spotyka się zabytkowe budowle różnego rodzaju, wysokie i niskie wieżyczki, stare domy kupieckie itd. Stare Miasto otaczają parki z fontannami, mostkami nad rzeczkami, ławeczkami i mnóstwem śniegu.

Takie rybki całują się w przejściu podziemnym łączącym Stare Miasto z Dworcem Autobusowym.


A takie ludki stoją na starówce i apelują o ekologiczne podejście do życia.









Na owe ludki ze spokojem spogląda Pan Artysta.







Tu jedna z wysokich wieżyczek.


A tu Ryga nocą. Wyżej most wiszący - podświetlany. Niżej jeden z wspominanych parków, a z niego widok na Operę.

poniedziałek, 24 listopada 2008

Po zakupach.

Kupiliśmy sobie termosik, Raffaello, bilety do Rygi i wyjeżdżamy na 6 dni!

środa, 19 listopada 2008

Po powrocie, po turecku.

Po powrocie z Krakowa weszliśmy w nasze tutejsze życie bardzo aktywnie, tj. na sportowo. Chodzi mianowicie o to, że poszliśmy na mecz, a był to mecz koszykówki damskiej. Dziewczęta z wileńskiego klubu TEO grały z Turczynkami z Istambułu. Grały i przegrały! I bardzo dobrze, bo byliśmy w sektorze z turecką publicznością, także górą nasze!

W ogóle mamy tu bardzo dobre stosunki z tureckimi dziewczętami - erasmuskami. To właśnie one załatwiły nam w tureckiej ambasadzie wejściówki na mecz, musieliśmy tylko przybrać nowe nazwiska : T Murat i M Jasmine. One też (a jest ich 5, imiona - pomijając dwie Havy - w przekładzie na polski - Ewy, nie do zapamiętania) zaprosiły nas do siebie do domu (mieszkają w luksusach, ale jeszcze dalej od centrum niż my - 40 minut trolejbusem nr 7!) i ugościły po turecku: od progu (przed progiem trzeba było zdjąć buty) kilkakrotnie powtarzały: (każda z osobna) "Welcome home, welcome home", usadziły przy stole i nakarmiły. Była zupa bez smaku z kluseczkami, ciasto naleśnikowe przypominające pizzę, herbata z ziół dobra na gardło, kawa Nescafe 3 w 1 (kawy po turecku nie znają), kwaśne mleko, chipsy i słonecznik nie łuskany.

Musimy przyznać, że bardzo pozytywnie nas owe Turczynki zaskoczyły, nie tylko swoją gościnnością, ale również swojego rodzaju tureckim patriotyzmem i wiedzą na temat własnego kraju, tradycji i religii.

PS. Koszykówka uważana jest za litewski sport narodowy!

wtorek, 11 listopada 2008

11 listopada.

11 listopada przebiegł w duchu patriotycznym.

Punkt 12.00 stawiliśmy się na Rossie, by uczestniczyć w uroczystościach ku czci 90 rocznicy odzyskania niepodległości. Przy mauzoleum Piłsudskiego wspólnie z przedstawicielami harcerzy polskich z całej Litwy odśpiewaliśmy patriotyczne pieśni. Harcerze Ci podobno przebiegli (w szeregu zbiórce) ponad 60 km (z jakiegoś miasteczka na Rossę) niosąc ze sobą ciągnącą się na kilkaset metrów flagę Polski. Widzieliśmy jak wbiegali na cmentarz i jak ową flagą otoczyli cmentarne mury, nie dowierzamy jednak w długość dystansu jaki niby pokonali, gdyż przecież więcej to niż maraton!


Po tych wszystkich wydarzeniach wsiedliśmy z Kapelami w ich duże auto i wyruszyliśmy do Polski! Po drodze mieliśmy dwa dłuższe przystanki. Drugi, już w Polsce, obiadowy. Pierwszy, jeszcze na Litwie, w Duskiennikach, gdzie spacerowaliśmy brzegami Niemna podziwiając wille wypoczynkowe i przesycony zapachem ozonu Aqua Park.
W Warszawie, stolicy Polski, z polską gościnnością przyjęły nas Kapelówny, które z tego miejsca gorąco pozdrawiamy!