poniedziałek, 1 grudnia 2008

Tallin.

Z Rygi pojechaliśmy do Tallina, bo to już nie tak całkiem daleko. No i opłacało się! Tallin jest jeszcze mniejszy od Rygi, jednak nie mniej urokliwy.


W Tallinie można podziwiać:

- bardzo ładną starówkę, otoczoną kolorowymi kamieniczkami
- średniowieczny rynek z kramami i kramarzami
- kupieckie domki z dźwigniami pod dachem służącymi do wciągania towarów
- pozostałości murów obronnych z dwiema głównymi basztami : Grubą Małgorzatą i Długim Hermanem
-park, który Piotr I zasadził dla Katarzyny II
- port, statki i morze
- i pana, który wytapia ze szkła cuda na kiju.





Oficjalnie w Tallinie żyje 48% Estończyków i 47% Rosjan, czyli wychodzi na to, że prawie pół na pół. Taj jednak nie jest, gdyż wielu z tych oficjalnych Estończyków jest po prostu Rosjanami z estońskim obywatelstwem. Niektórzy z nich nie znają często nawet estońskiego (tak było np. w przypadku Siergieja i Jeleny, u których nocowaliśmy, z tymże dla ścisłości Jelena znała estoński a Siergiej nie).


Acha! W Estonii jest pewien problem z polskimi kartami kredytowi. Problem ten polega na tym, że polskie karty kredytowe po prostu w Estonii nie działają.

Brak komentarzy: